W życiu jak to w życiu... dwoje dzieci się poznaje, poznają się coraz lepiej i lepiej... aż w końcu jedno przynosi test i mówi że aż za dobrze się już dzieci poznały :
Blog > Komentarze do wpisu

To co wiemy, kroplą jest, czego nie wiemy morzem.

Dawno nie pisałem, ale natchnienie mnie jakoś opuściło, a i nic ciekawego do opisania się nie wydarzyło.

Zacznę chyba od tego, że maluch rozwija się tak jak powinien, a i mama poza bólami kręgosłupa, wielgachnym brzuchem, uciskanym pęcherze i zmęczeniem ma się bardzo dobrze i kwitnąco.

Pan doktor przekazał nam również cudowną nowinę podczas badań, że w przyszłości nie będziemy musieli pilnować wszystkich ptaszków w mieście, ale tylko jednego. Właśnie tak. Nasz Fasolek nie jest dziurawcem. Między nóżkami pęto jest i nasz Fasolek nie jest już Fasolkiem. Od tej pory stał się Edgarem. Kolejna wiadomość rzuciła groźbę na poród. Okazało się bowiem, że nasze małe dziecko wcale nie jest małe i małe nie będzie. Już teraz jest wielkoludem i ciągle rośnie. Tak więc coś po tacie na pewno odziedziczył już.

Tym czasem poród tuż tuż.

Niedawno dostaliśmy skierowanie by zapisać się do szkoły rodzenia. Niech mi kto powie, że szkoła rodzenia to dla bab jest. Nie ma aż tak dużo tych zajęć, a żadnych pięciu minut z nich nie zamieniłbym na nic innego. Po pierwsze kolejne spotkania z kolejnymi położnymi uspokajają. Okazuje się, że nie są to straszne widźmy, które chcą się ciebie jak najszybciej pozbyć, a wcześniej strasznie skrzywdzić. Są normalnymi i sympatycznymi osobami, chcącymi pomóc ci jak tylko mogą najlepiej, nie skąpiącymi ci swojego czasu i wiedzy. No i co najważniejsze – są ludźmi jak my wszyscy.

Po drugie otrzymujesz w takiej szkole niesamowicie dużo informacji. Niektóre są oczywiste nawet dla takiego nowicjusza jak ja, inne całkiem nowe. Fajnie jednak wszystko nagle staje się jasne, usystematyzowane, no i co najważniejsze – nie jest już takie przerażające, jak to roiło się w głowie przedtem.

Co by jednak za spokojnie nie było – jak wiadomo dziecko to stres… stres dopadł mnie jakoś tydzień temu, gdy nagle uświadomiłem sobie, że nie dam rady podnieść dziecka z łóżeczka. Przecież jak je wezmę to na pewno zrobię mu krzywdę. A tak bardzo nie mogłem się doczekać gdy pierwszy raz je wykąpię. I niech się śmieję kto chce - risu inepto res ineptior nulla est. Quantum scimus, gutta est, ignoramus mare. I tak właśnie, i na to przyszła kolej. Na poprzednich zajęciach uczyliśmy się kąpać malucha, przewijać, a na następnych rehabilitant pokaże różne chwyty jak trzymać gnojka. Ale wróćmy do kąpania.

Ćwiczenia  oczywiście na Antosiu, a poniżej krótki kurs ze zdjęciami jak to Kudłaty kąpał lalkę.

Najpierw myjemy oczkanajpierw myjemy oczka.

teraz będziemy myć uszka

pozbywamy się brudnej pieluszku i myjemy klejnoty i dupsko

bardzo dokładnie myjemy dupsko :)

przytulamy i podnosimy malucha. Antoś na szczęście mnie nie obsikal podczas przenoszenia :)

i chlup go do wanienki :)

i dokładnie myjemy, i na koniec suszymy.

Kilka błędów było, ale ćwiczenia zaliczone. Pocieszyło mnie to, że pielęgniarka ani razu nie wtrąciła się w to jak łapię i trzymam Antosia, co oznacza, że instynkt rodzicielski się we mnie prawidłowo rozwinął. Jedno co było śmieszne dla pań, bo panowie rzadziej się śmiali, to moja i nie tylko moja mina. Prawie każdy z nas podczas ćwiczeń z kąpieli był niesamowicie skupiony, zdenerwowany, wystraszony, speszony itd. Sam już nie pamiętam wszystkich emocji jakie mi przy tym towarzyszyły. Nie mniej jednak udało się – est modus in rebus.

Po kąpieli czas na śmierdzącą sprawę. Wymiana pełnej pieluszki na pustą pieluszkę :D

Tym razem na szczęście mało śmierdząco było, bo jajko było bez niespodzianki:)

Tutaj również popisałem się rozwiniętym instynktem rodzicielskim. Podczas przewijania nie było przy mnie pielęgniarki ze szkolenia. Towarzyszyła mi jednak moja żona. Jako doświadczona w pracy przy dzieciach, cały czas stała nade mną i napieprzała co i jak i kiedy mam robić. No to musiałem ochrzanić, bo jak inaczej się nauczyć, niż błędów kilka popełnić. Na koniec jednak pochwaliła mnie, że pewnie i w bardzo dobry sposób łapałem lalkę, uspokajając, że nie mam szans skrzywdzić dziecka.

Stres nadal jest, tym razem jednak jest małym stresem. Z powrotem nie mogęsię doczekać, kiedy pierwszy raz wykąpię syna.

piątek, 08 kwietnia 2011, koodlaty1984

Komentarze
2011/04/11 08:53:22
Dziękuję za "kwitnąco" ;)
A od siebie potwierdzę tylko, że będę spała spokojnie, kiedy Tatuś Fasolka zajmie się naszym synkiem... :)
-
2011/04/11 09:35:34
nie wiem czy pefagogicznym bedzie napisac, ze ja przez tydziem balam sie Straszna wykapac ;)
-
2011/04/12 12:29:32
Noo i doczekaliśmy się nowych relacji :))
Mina faktycznie interesująca :D Ale widać, że się odnajdujesz w roli :))
Fajnie Wam, oby tak dalej :))
Ma Edgarek szczęście :))
-
2011/04/12 15:14:40
Na błędach człowiek się uczy. Gorzej byłoby, gdybyś był zarozumiały, pewny, że wszystko wiesz najlepiej. Teraz czekasz, żeby jak najszybciej wykapać syna, później będziesz się niecierpliwił, czekajac na jego pierwszy uśmiech, pierwsze słowo i pierwszy krok. Tak jest zawsze z tymi, którzy kochaja swoje dzieci.
Pozdrawiam serdecznie. Będzie dobrze.
Belita
-
2011/04/12 22:17:55
Świetnie sobie dajesz radę, tak trzymac! A w ogóle zobaczysz ,ze to nic strasznego i przewijanie maluszka okaże się być naprawdę prostą sprawą. :)) A taki maluszek to cudo kochane i wiem ,jak bardzo już nie możecie się go doczekać na świecie :)

Pozdrawiam serdecznie! :)
-
2011/08/01 11:05:22
I co? Kąpiesz już swojego Maluszka? Jak się odnajdujesz w specjalnej roli młodego taty? Pytam ,bo gdyby mnie się teraz przytrafiło kąpać takiego malca to chyba trzęsłyby się ręce...
;)
-
2011/10/20 13:35:18
Nie kąpie - wymiękł ;)) Ale za to przewija, a zastrzegał, że tego nie będzie robił ;)
Jest cudownym Tatusiem, Edi ma szczęście :)
Dodatki na bloga
Dodatki na bloga