|
W życiu jak to w życiu... dwoje dzieci się poznaje, poznają się coraz lepiej i lepiej... aż w końcu jedno przynosi test i mówi że aż za dobrze się już dzieci poznały :
Blog > Komentarze do wpisu
Nic nie widziałem, nic nie słyszałem.Eh to moje dziecko. Co ono z moją Elą robi. Cały czas łazi wkurzona, rzuca się o byle co. Dodatkowo cały czas miewa nudności co dodatkowo ją rozdrażnia i zmusza do niemal ciągłego narzekania - bo mi niedobrze, bo tyję, bo ty nic nie robisz, bo ty za głośno oddychasz, bo śmierdzisz, bo paliłeś…………………….......................................……………………. Ja rozumiem, że to te pieruńskie hormony, że dzieją się z nią rzeczy nad którymi dziewczę moje nie jest w stanie zapanować, ale do cholery mną też targają emocje. Ona ma w sobie dziecko i jej wszystko wolno? To nie fair. I tak ma więcej, bo ma w sobie dzidziusia. To ona go czuje, karmi, i może być z nim 24h na dobę. W końcu nadszedł dzień, abym i ja poczuł bardziej fizycznie, że będę miał dziecko. Wczoraj mieliśmy pierwsze USG. Niesamowicie cieszyliśmy się na tą wizytę. Radość się jednak skończyła, kiedy to się okazało, że na badaniu mnie nie będzie. Mianowicie miało się odbyć o 16:00 a ja o 15:00 miałem rozmowę o pracę. No i jak w godzinę dobrze się zaprezentować i przedostać po prezentacji z Targówka dalekiego na daleki Mokotów? Tak więc rano jak mnie dół złapał tak myślałem, że ja zacznę rzygać i nie przestanę. Z pracy wysłali mnie na miasto. Jeżdżę sobie samochodem z dokumentami, kiedy mnie olśniło. Memory, find… Siara… i wszystko jasne :) K: Dzień dobry. Jestem z Panem umówiony na rozmowę w sprawie pracy na godzinę 15:00. Czy byłaby możliwość przełożenia rozmowy na godzinę 14:00? Boss: Nie ma problemu zapraszam. K: Dziękuję i do zobaczenia. Gaz do końca i w 10 minut byłem na Targówku w siedzibie firmy. Rozmowa trwała jakieś 20 minut. Tak więc po rozmowie wróciłem do swojej obecnej pracy i 30 minut po ustawowym fajrancie wyszedłem za mury „obozu”, to jest o godzinie 15:10. Praca o którą się starałem, okazała się akwizycją, a dokładnie miałbym się tam zajmować prezentacją sprzętu do czyszczenia powierzchni płaskich. Tak to już jest niestety, że człowiek idzie z myślą, że będzie przedstawicielem handlowym, gdzie na najlepszych samochody służbowe czekają, a kończy słuchając o posadzie akwizytora :) Wracając do przyjemniejszych rzeczy. Godzina 15:55 mniej więcej wysiadłem z autobusu (gdzie codziennie wysiadam i do domu zmierzam), obok przychodni przechodzę i do mojego kochania (Najpiękniejszej Mamy na Świecie) dzwonię: K: cześć kochanie gdzie jesteś? Z: w przychodni czekam pod gabinetem. A ty? Co robisz? K: właśnie wyszedłem po rozmowie tu na Targówku i będę do domciu jechał. Z: czyli jednak cię nie będzie. Szkoda. K: no wiem. Też żałuję, ale trzeba było być odpowiedzialnym, skoro już się umówili ze mną na tą rozmowę. Z: no wiem. Kocham cię i będę czekać w domku. Odłożyłem słuchawkę i wszedłem do przychodni. Jakież było zdziwienie Zołzy gdy mnie zobaczyła. Ależ miała głupią minę na widok mojego roześmianego ryja. Jestem normalnie mistrzem ściemy, i kłamczuchem jakich mało. Jak moje dziecko się wda we mnie, to w szkole będzie miało fajne życie (jak tatuś) :D Nie muszę też wspominać o radości jaka nagle nastała. W końcu Zołza była tam jedyną w ciąży, która przyszła sama bez ojca dziecka. No ja na jej miejscu czułbym się na maksa chujowo, i ona tak właśnie się czuła, jak to mi powiedziała chwilkę później. Ja zresztą sam się chujowo czułem z myślą, że mnie nie będzie na badaniu. Co to byłby ze mnie za ojciec. Tym bardziej, że rozmowa o pracę na stanowisko akwizytora, której na pewno nie podejmę, nie byłaby absolutnie tego warta. Humor więc momentalnie mi się poprawił. Na wizytę byliśmy umówieni jako pierwsi, weszliśmy jako drudzy, lekarz się spóźnił dodatkowo (kocham swoją ojczyznę, kocham swoją ojczyznę, ja naprawdę kocham swoją ojczyznę), więc do gabinetu zamiast o 16:00 weszliśmy jakoś o 16:20. Na początek kilka pytań o jakieś dziwne rzeczy których nie rozumiałem. Jakieś miesiączki ostatnie, poczęcie, wiek płodu. Trudne nazwy – pewnie rozmawiali po łacinie, jako że moje kochanie wykształcenie medyczne jako pielęgniarka ma. Dla mnie było najważniejsze to co pokazało się moim oczom chwilkę później:
Tak. To malutkie oznaczone strzałką to moje dziecko. To jest właśnie malutki Fasolek. Najpiękniejszy i najcudowniejszy na świecie, i nikt mi inaczej nie wmówi :) Zołzie zakręciła się chyba łza w oku. Ja ledwo mogłem oderwać oczy od monitora. Zresztą tylko Najpiękniejsza Mama na Świecie była w stanie odwrócić moją uwagę o zdjęć. Pan doktor coś klikną i nagle:
Jest to tylko graficzny zapis, ale my usłyszeliśmy bicie serduszka. Maluśkiego serduszka w ciele Fasolka. Fasolka, którego długość wynosi zaledwie 12,4 mm. Serduszka które zapierdzielało jak mały motorek. 160 razy na minutę. To było najcudowniejsze co w życiu usłyszałem. Zołzie wtedy zakręciła się w oku łza na pewno. Żałowałem że płyty nie wziąłem, ale jak się okazało całe badanie jest zapisywane na komputerze w przychodni, więc przy następnej wizycie poproszę o zarejestrowanie tych cudnych dźwięków nowego życia.
Szczerze mówiąc nawet najlepsza praca na świecie i za najlepsze pieniądze nie byłaby warta tego co wtedy przeżyłem. Gdy wyszliśmy z gabinetu ze zdjęciami w łapie, Zołza pękła. Zaczęła ryczeć. Przytuliłem ją ciesząc się sam jak małe dziecko. Zastanawiałem się czy też nie powinienem ze szczęścia łzy uronić, ale jakoś nie miałem natchnienia do tego:) Z tego szczęścia wybraliśmy się wieczorem na spacer na pocztę odebrać parę rzeczy (o których pewnie Zołza na swoim blogu napisze, jako że z Fasolkiem związane) i na małe zakupy – głupi sklep… nic w nim dla Fasolka nie było.
c.d.n. wtorek, 26 października 2010, koodlaty1984
Komentarze
2010/10/26 11:45:13
Ty lepiej weny nabierz bo tam wspomniałem, że ty na pewno opiszesz co na poczcie odbieraliśmy wczoraj z Fasolkiem związanego :)
2010/10/26 12:39:09
wiesz co, Fasolek to Szczęściarz. Nie dość, że ma maksymalnie zakręconych rodziców (to komplement), to jeszcze zakochanych w Nim na zabój :)
Pozdrawiam całą Waszą wesołą Trójkę :) 2010/10/26 12:40:35
my dziś idziemy na usg połówkowe :) może dowiemy się jaka płeć bobaska naszego. A co do humorów to nie myśl, że to tak jest że ona nosi dziecko to myśli,że jej wszystko wolno. W ciąży w ogóle nie można nad tym zapanować, czasem jesteś wściekły i nie wiesz dlaczego, a czasem małe głupstwa wydają się nie do pokonania i jest wielki żal. ale nie martw się to mija. Mi minęło jakoś niedługo po rozpoczęciu II trymestru, do tego mijają mdłości i zmęczenie, a wraca chęć do życia, energia i ochota na seks ze zdwojoną siłą ;)
2010/10/26 12:53:54
toć ja przecież napisałem że rozumiem, a pretensje nie do Zołzy ale do Fasolka, że co on tam świruje w brzuszku mamusi :)
Mordimer.... takie komplementy to ja lubię :) 2010/10/26 14:57:00
Cholera, oczy mi się spociły... :))))))
Fantastyczne przeżycia Was czekają :) Brak mi słów ogólnie. I jesteś faktycznie okropnym kłamczuchem, ale wyobrażam sobie jaka Mamusia była szczęśliwa jak Cię zobaczyła w tej przychodni :)) Moje ulubione wariaty :D 2010/10/27 17:31:10
ciaza, to nie choroba droga Zolzo ;P
no i sie posmarkalam ze wzruszenia :) 2010/10/28 20:23:58
Jak ladnie opisane :) Naprawdę, szczęście z Ciebie bije! To widać i słychać:)
2010/10/29 08:06:45
No dobrze: poczytamy i tatusia, skoro mamusi odebrało mowę;):)
Mam na/dzieję, że za kilka Fasolek przedstawi nam swoją wersję wydarzeń;))) |
|
No i znów się poryczałam :')